niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział trzeci.

Harry's POV

____________________________________________

Kim był ten kutas?!
Kim był do kurwy ten złamas, który kleił się do niej w sklepie? Wzrok jakim ją obdarzał wcale nie był obojętny, co wkurwiło mnie do granic możliwości.
Pakuję torbę do bagażnika i wsiadam do samochodu z impetem zamykając drzwi. Czy Greg coś pominął?
- Słucham? - odzywa się osoba po drugiej stronie aparatu.
- Greg...Sprawdź jeszcze raz dokładnie Lilly Jones. Myślę, że mamy problem.
- Szefie, sprawdzałem dwa razy...
- Więc sprawdzisz trzeci - warczę gniewnie. Cholera, co mnie tak zdenerwowało? Ach, tak! Panna Lilly Jones, która doprowadza mnie do białej gorączki.
- Co dokładnie chce pan sprawdzić, panie Styles? - odpowiada beznamiętnie. To jeden z niewielu ludzi pracujących dla mnie, którego nie onieśmiela moja postawa. Chwała ci za to!
- Chłopak? Czy ma chłopaka? Sprawdź chłopaka pod nazwiskiem Rain. Znajdź to za wszelką cenę, Greg - mówię już spokojniej.
- Wyślę panu maila. Do usłyszenia - rozlega się dźwięk dający mi do zrozumienia, że połączenie zostało przerwane.
Teraz muszę czekać...

***

Podjeżdżam pod The Shard* wzdychając z ulgą. Chcę odpocząć i przestać myśleć o dzisiejszym dniu. Co się ze mną dzieje? Jeszcze nigdy nie zależało mi tak na upatrzonej uległej... Zamykam oczy, a już po chwili wysiadam z auta na podziemnym parkingu. Pakuję się od razu do windy. Nie jestem sam, więc moja irytacja jest namacalna w tym pieprzonym pomieszczeniu. To kobieta. Blondynka. Przez chwilę myślę, aby zamienić Lil na nią. Przyglądam się jej z uwagą, wtedy ona się uśmiecha, a ja nie widzę nic poza uśmiechem Jones. Kurwa mać.
- Gdzie pan wysiada? - pyta. Uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Może ma z dwadzieścia lat? Nie mam pojęcia. Wygląda młodo...
- Muszę wpisać kod dostępu - burczę.
- Ach, pan Styles? Apartament na samej górze?
- Tak - warczę. Przestań gadać i nie utrudniaj mi wszystkiego. Spoglądam na nią i widzę, że ją onieśmieliłem. Brawo, Styles, chyba o to ci chodziło, nie?
Wciska pięćdziesiąte trzecie piętro i szybko suniemy w górę nie odzywając się do siebie ani słowem.
Winda staje. Drzwi otwierają się zaskakująco wolno, za to dziewczyna wręcz wybiega z pomieszczenia.
Jesteś kutasem, Styles.

***

- Nie sądziłam, że będzie pan tak szybko... - w kuchni spotykam Irene. Dzień jak co dzień. Zwyczajnie siedzi sobie na wysokim barowym stołku i popija herbatę. Można rzecz ujmując, iż zwyczajnie się opierdala, ale nigdy nie krzyczałem na tą kobietę i nigdy tego nie zrobię.
- Dzisiaj pracuję w domu... - odpowiadam spokojnie.
- Mogę przygotować panu coś do jedzenia...jeśli pan oczywiście chce. - odwzajemniam jej życzliwy uśmiech, który mi przesyła. Czy ta kobieta kiedykolwiek jest smutna albo wkurwiona, jak ja dość często?
- Dziękuję, Irene. Możesz wrócić do swoich czynności. - mówię wskazując na parującą herbatę i gazetę.
Oczywiście pierwsze co, kieruję się do biura. Zdejmuję marynarkę i rozpinam górne guziki koszuli. Odsuwam krzesło i siadam na nie, łokcie kładąc na stół. Podłączam laptopa i pocieram twarz rękoma po czym przenoszę je na włosy ciągnąc za nie jak najmocniej. Jestem wykończony. Przecieram oczy, gdy w między czasie z laptopa rozlega się dźwięk przychodzącego maila. W samą kurwa porę!

_________________________________________________
Nadawca: Greg Ross
Temat: Lilly Jones
Adresat: Harry Styles

Związki: Na chwilę obecną nie stwierdzono, jednak jest coś co może Pana zainteresować...
Pan Rain jest jej wieloletnim przyjacielem.



Greg Ross
Pracownik, Styles Enterprises Holdings



Siedzę i szczerzę się do monitora jak jakiś idiota.
Muszę jednak skupić się na pracy i oczekiwać jej cholernego telefonu w sprawie sesji zdjęciowej.


***

Lilly's POV

_____________________________________


- Lil! Tak bardzo ci dziękuję, jesteś najlepsza - wykrzykuje skacząc i jednocześnie przytulając mnie w przedpokoju.
- Rany, daj mi wejść i się rozebrać. Dan ci powiedział? - pytam, mimo, że doskonale znam odpowiedź na to pytanie, Od razu po pracy zadzwoniłam do niego powiadamiając o fakcie, iż musi wykonać parę zdjęć Harry'emu. Rumienię się na zawołanie.
- Jak to zrobiłaś? Och, o co ja pytam! Co pieprzony milioner robił w sklepie z farbami?!
- To jakiś absurd, sama nie wiem jak się tam znalazł. - odwieszam płaszcz i kieruję się do kuchni.
- Zrobić ci herbatę? - kiwam głową na zgodę - kiedy się z nim umówiłaś? Zależy mi na tych zdjęciach i właściwie chce je mieć jak najszybciej. - wlewa wodę do czajnika i nastawia go.
- Właściwie nie umówiłam się z nim na konkretną datę... - mówię.
- Nie rozumiem
- Dał mi swoją wizytówkę, mam się do niego odezwać.
- Więc dzwoń teraz - uśmiecha się.
- Co?
- Powiedziałam, żebyś zadzwoniła teraz...masz minę jakbyś zobaczyła ducha. - mruży oczy.
- Nie zadzwonię, jest późno - bronię się jak mogę, żeby tylko nie wykonywać tego telefonu.
- W takim razie daj mi ten numer, ja do niego zadzwonię - wyciąga rękę. Jeżeli zadzwoni do niego Agg, wyjdę na tchórza...
- Nie! - piszczę - Ja to zrobię.
- Zachowujesz się dziwnie
To dlatego, że w ogóle nie mogę się skupić, wciąż myśląc o tym jak bardzo intrygujący jest Harry. W życiu nie spotkałam tak tajemniczej osoby i jestem kretynką myśląc, że mógł się mną zainteresować. Wyciągam telefon z torebki i nie zapominam o wyciągnięciu wizytówki z bocznej kieszonki. Wpisuję numer i niepewnie naciskam zieloną słuchawkę. Agg staje przy mnie. Możesz mnie nie krępować?!
Jeden sygnał, drugi sygnał...
- Lilly? - skąd on wie, że to ja? - czekałem na twój telefon - jego ton głosu jest łagodny i wiem, że uśmiecha się półgębkiem.
- Tak, to ja. - mówię spoglądając na dziewczynę stojącą obok mnie - Moglibyśmy umówić się na jutro?
- Jasne - odpowiada. I co ja mam jeszcze powiedzieć? Agg patrzy na mnie pytająco, ponownie przymrużając oczy. Miejsce!
- Nie mam tylko pomysłu na lokalizację.
- Możemy zrobić sesję w moim mieszkaniu, jeżeli to nie problem.
- W porządku.
- Wyślę ci jutro adres - będę w jego mieszkaniu? Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze. - Lil?
- Tak?
Śmieje się cicho
- Mówiłem: Do zobaczenia.
Rumienię się.
- Wiem, że to robisz
- Co robię?
- Rumienisz się. - uśmiecham się.
- Do zobaczenia, Harry. - odkładam telefon na stolik i podnoszę wzrok ku górze. Agnes ma szeroko otwartą buzię i nic na to nie poradzę, ale wybucham śmiechem.
- Widzę, że świetnie się dogadujecie
- Słucham?
- Myślę, że doskonale słyszałaś - uśmiecha się.
- Idę się położyć, za dużo wrażeń jak na jeden dzień - ziewam.
- Nie zmieniaj tematu.
- Pogadamy jutro, Agg - mrugam - Dobranoc


***

Odblokowuję telefon i po raz setny przyglądam się wiadomościom. Zaskakująco wcześnie wstałam, biorąc pod uwagę fakt, że nigdy tego nie robię. Zauważam krzątającą się w przedpokoju Agnes na co mrużę oczy. Niechętnie wychodzę z łóżka, mając nadzieję, że czeka mnie śniadanie i oczywiście wyjaśnienia. Nakładam na siebie jedwabny szlafrok sięgający do połowy ud i udaję się w stronę, skąd pochodzą piękne zapachy, czyli  kuchni.
- Dan? - szok maluję się na mojej twarzy, kiedy widzę mojego przyjaciela. Odkręca się od blatu, spoglądając na mnie. Przemierza wzrokiem całe moje ciało i oblizuje wargi, co trochę mnie krępuję. - Dan? - chrząkam głośno.
- Cholera... - łyżka wypada mu z dłoni, na co unoszę brwi do góry.
- Wszystko w porządku? - pytam nieśmiało.
- Tak...cześć.
Śmieję się i siadam na krześle barowym
- Skoro już tu jesteś, mam nadzieję, że masz coś dla mnie. - uśmiecha się wreszcie.
- Całą masę jedzenia - krzyczy radośnie - Nie jest jeszcze do końca przygotowne, wstałaś dość wcześnie - mruży oczy.
- Tak, to mocno zadziwiające. - odpowiadam - Co z Agnes? Wielkie przygotowania?
- Chyba chce wyglądać jak najlepiej...pewnie chodzi o tego całego Styles'a. - tradycyjnie oblewam się rumieńcem, kiedy wypowiada jego imię i czuję lekkie ukłucie w okolicy serca. To zazdrość.
Z mojej komórki wydaję się dźwięk sygnalizujący przyjście wiadomości. O CHOLERA.
Odczytuję adres zamieszkania Harry'ego i uśmiecham się lekko. W pewnym sensie nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę.
- Kto to?
- Harry
- Jesteście na Ty? - pyta zaciekawiony, a w oku pojawia się pewien błysk.
- Właściwie...tak?
- Zadajesz mi pytanie? Dziwnie się zachowujesz, kiedy o nim wspominam - krzywi się. Czy oni są w jakiejś zmowie z Agnes?! Z przemyśleń wyrywa mnie kolejny sms.

Od: Harry Styles
Widzimy się za godzinę
Do zobaczenia, słodka, Lil ;)

Oblewam się szkarłatnym rumieńcem, kiedy przed moim imieniem stoi ten zachwycający przymiotnik. Czy on robi to specjalnie?
- Mamy godzinę - wstaję z zamiarem pójścia do pokoju.
- Ale śniadanie...
- Zjem jak się ubiorę.


***


Siedzę w samochodzie Dan'a i bawię się końcówką bordowego swetra. To niemożliwe, że aż tak się stresuję. Zastanawiam się w co się ubierze i to najgłupsza myśl jaka przyszła mi do głowy. Dobrze wyglądał, kiedy przyszedł do sklepu...tak zdecydowanie pasuje do niego codzienny strój.
- The Shard, moje panie.
- Uwielbiam ten budynek - piszczy zachwycona Agnes.
- Które piętro?
- Sześćdziesiąte piąte - zerkam dokładnie na kartkę. - Sześćdziesiąte piąte - potwierdzam.
- Jak chuj wysoko! - Dan wykrzykuje z entuzjazmem
- Dan! - besztam go
- Okej, okej. Mamy jechać windą, czy co?
- Będzie na nas czekał na parkingu! - wybucham.
Spogląda na mnie zaskoczony i wygląda jakby miał coś powiedzieć, ale nie robi tego. Wjeżdżamy na parking podziemny i tracę zasięg. Chyba nie będzie potrzeby, żeby do niego dzwonić? Dan parkuję tuż przy windzie, a On tam stoi. Ma na sobie garnitur i o RANY, wygląda świetnie. Mój oddech przyspiesza, więc jak najszybciej wychodzę z auta. Zabieramy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszamy w jego stronę. Mruży oczy spoglądając na Dana i jego spojrzenie momentalnie robi się lodowate. Przenosi wzrok w moją stronę z kamienną twarzą.
- Pani Harris? Miło panią w końcu poznać. - uśmiecha się przyjaźnie,ale wiem, że nie robi tego szczerze.
Agg rozpływa się pod jego spojrzeniem i nic nie mówi. Przewracam oczami co zauważa i uśmiecha się tajemniczo.
- Cześć, Lil. - całuje mnie w policzek. On robi to specjalnie, prawda? - Rozumiem, że to ty będziesz prowadził sesję? - pyta twardo
- Ta, jestem zaszczycony. - śmieję się, bo wiem, że nie przypadli sobie do gustu. Harry przenosi na mnie swoje rozbawione spojrzenie, natomiast Dan spogląda na mnie pytająco.
- Okej, wydaję mi się, że zakończyliśmy to kółko zapoznawcze - rzucam.
- W rzeczy samej - zdaje się być zaskoczony moimi słowami i rzuca mi ostrzegawcze spojrzenie, czego kompletnie nie rozumiem i czym kompletnie się teraz nie przejmuję. - Zapraszam do windy, muszę wpisać kod dostępu
- No jasne - szepczą wspólnie Agg i Dan, na co śmieję się w duchu. Nie będzie łatwo...


***

Jego mieszkanie... To jest właściwie mieszkanie? Jego salon jest wielkości mojego całego mieszkania dzielonego z Agnes. Robi ogromne wrażenie.
- Myślę, że możecie rozstawić się tam... - wskazuję ścianę, przy której akurat nie stoi nic. Moi przyjaciele kierują się w tamto miejsce, natomiast ja zostaję złapana za nadgarstek i przyciągnięta w jego stronę.
- Nie powiem, że nie jestem wkurwiony. Dlaczego załatwiłaś akurat mężczyznę, który ślini się na Twój widok? - pyta sucho. Co do cholery?
- Słucham?
- Słyszałaś, Lil, nie lubię się powtarzać. - odpowiada - Z całego pieprzonego Londynu wybrałaś jego jako fotografa? - syczy, ale tak, żebym tylko ja miała możliwość go usłyszeć.
- To mój przyjaciel - rzucam szybko - Nie znam całego PIEPRZONEGO Londynu, ani fotografów się w nim znajdujących.
- Przyjaciel? - kompletnie ignoruję moje ostanie zdanie - Chyba tylko ty tak uważasz. Jeżeli jeszcze raz spojrzy na ciebie w ten sposób, wypierdolę go z tego mieszkania. - zachłystuję się.
- Że co?!
- Mówię poważnie - mówi już nieco łagodniej - Chcę z tobą porozmawiać po sesji, zostaniesz? - jest pełen nadziei, co przyprawia mnie o przyjemne uczucie w okolicach brzucha.
- Zostanę, jeśli zachowasz się odpowiednio wobec mojego przyjaciela - krzywi się chwilę.
- Obiecuję - uśmiecha się. Chyba zaraz zemdleję.
Agg staje w wejściu pomieszczenia, w którym się znajdujemy i patrzy na nas z zaciekawieniem.
- Jesteśmy gotowi - mówi.
- Już idę - odpowiada wychodząc i zostawiając mnie w kompletnym osłupieniu. Odkręcam się i już wiem, że znajduję się w kuchni, w dodatku nie sama. Piszczę cicho.
- O Boże, przepraszam, nie chciałam pani wystraszyć. - jest to starsza kobieta, wygląda na sympatyczną, tylko kim ona jest? - jestem Irene, a pani jest?
- Przyjechałam towarzyszyć przy sesji zdjęciowej...
- Och, tak, już wiem, Pani Jones? - uśmiecha się życzliwie
- Tak - rzucam niepewnie, skąd zna moje nazwisko?
- Może pani i pani przyjaciele mają ochotę na herbatę czy kawę?
- Gdyby zrobiła nam pani kawę, bylibyśmy w siódmym niebie - odpowiadam z uśmiechem na twarzy, co od razu odwzajemnia.
- Już się robi

***

- Zdjęcia wyszły w porządku, Dobrze się współpracowało. - słyszę jak Dan chwali Harry'ego, co trochę zbija mnie z tropu.
- Świetnie, bardzo się cieszę.
- Gdzieś ty była? - krzyczy Agg, zwracając uwagę chłopaków. Wzdrygam się i odstawiam szklanki z napojami na stoliku przy skórzanej kanapie.
- Umm, rozmawiałam z Irene,
- Z kim? - jest zdezorientowana.
- Z moją pomocnicą - wyjaśnia Harry.
- Kawa? - Dan ignoruje nas przystawiając szklankę do ust. Wypija wszystko na raz. - wychodzimy?
- Umm, cóż, ja zostaję.
- Zostajesz? - pyta nie dowierzając. Nie zadzieraj z Harrym...
- Tak, zostaje - rzuca twardo mój zbawiciel. Cóż może niekoniecznie w taki sposób chciałam to ująć.
- Chodź Dan. Mam nadzieję do zobaczenia, Harry. - odzywa się w końcu Agnes. Można to porównać do zapobiegania konfrontacji.
- Widzimy się w domu - mówię
Szczególnie zapamiętuję wykrzywioną w grymasie minę Dana.
- A ja mam nadzieję, że nie do zobaczenia - mówi za mną. Odkręcam się oburzona.
Śmieje się.
- Tylko żartuję. - tłumaczy - Chodź, chcę porozmawiać. - łapię mnie za rękę i  przez chwilę stoi w miejscu. Mam wrażenie, że on też czuje to samo co ja. Rusza w stronę kanapy, na której siadamy na przeciwko siebie.
- Zastanawiam się na jaki temat?
- Cóż, to może być dla ciebie ciężki temat.
- Co masz na myśli?
Uśmiecha się.
- BDSM, mówi ci to coś?
- Żartujesz, prawda?
- Nie bardzo...
- Proponujesz czy wyjaśniasz? - pytam sarkastycznie.
- To raczej propozycja, myślę, że nic nie muszę ci wyjaśniać. Chcę, żebyś była moja i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. - mówi poważnie, a ja zamieram. Cholera.
- To dla ciebie chyba swobodny temat...Ledwo się znamy, Harry...
- Do niczego cię nie zmuszam, chcę tylko, żebyś rozważyła moją propozycję. Jeżeli się nie zgodzisz zniknę z twojego życia, czego nie biorę nawet pod uwagę.
- Jesteś popieprzony - uśmiecha się
- Na kilkadziesiąt odcieni, skarbie.


________________________________________________________


The Shard* - jest to najwyższy wieżowiec w Londynie,  znany także jako Shard London BridgeLondon Bridge TowerShard of Glass

MAX PRZEPROSINY!
Cóż, czasami wena nachodzi, niekiedy jej brak. Chyba nic więcej nie muszę wyjaśniać. Taki jest właśnie powód, dla którego rozdział się nie pojawiał.













1 komentarz:

  1. Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie http://bally-fanfiction.blogspot.com/2014/12/konkurs.html

    OdpowiedzUsuń