poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział piąty.

- Harry... - szepczę nieskładnie. Serce bije mi w piersi jak oszalałe. Nawet nie wiem czego się spodziewać i jestem zdezorientowana. Skupia się na jeździe i nie odpowiada. Zatrzymuje się chwilę po tym i wychodzi z auta. Spoglądam jak obchodzi je z gracją i staję przy drzwiach z mojej strony. Otwiera je.
- Wyjdź - rozkazuje. Siedzę sparaliżowana - Wyjdź, Lily - warczy. Otwieram szeroko oczy zaskoczona jego tonem. Staję na przeciwko niego schylając głowę w dół czując się jak dziecko, które zaraz ma dostać karę. Pochyla się nade mną całując delikatnie moją szyję na co zaczerpuję głośno powietrze. Korzystając z bliskości zamyka za mną drzwi i cofa się.
- Podnieś głowę, skarbie. - robię co mi każe, nie chcę się sprzeciwiać. Oblizuje swoje wargi na co ja swoje przygryzam. Mruży oczy.
- Nie rób tego.
- Co?
- Nie przygryzaj wargi - och.
Nim się orientuję otwiera tylne drzwi i pakuje się do środka ze mną na swoich kolanach. Piszczę cichutko nie spodziewając się takiego obrotu zdarzeń. Przerzuca mnie przez kolano mimo małej przestrzeni. Czuję jak ściąga mi spodnie wraz z bielizną. Nie wierzę w to...Czuję się mocno niezręcznie.
Delikatnie masuje moje pośladki dając mi tym wiele przyjemności.
- Dam ci pięć klapsów
- Co zrobisz?!
Śmieje się.
- Będziesz liczyć
- Okej - rzucam niepewnie.
Ponownie pieści pośladki, żeby zaraz po tym oddać uderzenie. Piszczę głośno.
- Licz, Lil
I liczę, i z każdym kolejnym czuję przyjemność rozrastającą się w moim podbrzuszu. Kompletnie zatracam się w tym innowacyjnym uczuciu, bo nawet nie orientuję się, kiedy ubiera mnie i sadza okrakiem na swoich kolanach. Muska nosem moją szyję.
- Witaj w moim świecie, mała - szepcze - Wszystko okej?
- W porządku - uśmiecham się.
- Cieszę się, panno Lil. Wracamy?
- Wracamy - całuję mnie delikatnie co kompletnie zbija mnie z tropu, wynosi na rękach i sadza z powrotem na miejscu pasażera. I dzieję się coś czego tak długo unikałam. Motyle w brzuchu pojawiają się na widok jego uśmiechu. 


***

Staję przed drzwiami i zaglądam do torebki w celu znalezienia klucza do mieszkania. Schodzi mi się dłużej niż zwykle, więc moja irytacja rośnie włącznie z czasem. Wyciągam pęk kluczy, ale słyszę za sobą szmer. Rozglądam się za siebie i zauważam nową osobę. Jestem pewna, że nigdy wcześniej nie widziałam tego chłopaka. Obładowany jest torbami i klnie po cichu, gdy nie może sobie ze wszystkim poradzić. Sytuacja, w której sie znajduje nie wygląda najlepiej, więc postanawiam mu pomóc. 
- Wezmę to - oznajmiam chłopakowi, uśmiechając się lekko. Odkręca się zaalarmowany moim głosem i rzuca mi wdzięczne spojrzenie. 
- Dzięki, reklamówki zawsze zaplątują mi się na rękach 
- Dopiero się wprowadziłeś? - pytam, nie do końca myśląc nad tym co mówię. To nie brzmiało zbyt dobrze - Przepraszam, nie powinnam...
- Nie ma sprawy - śmieje się z mojej zdegustowanej miny. - Dwa dni temu. Nie sądziłem, że będę miał taką atrakcyjną sąsiadkę - puszcza mi oko, a ja czerwienię się jak cholera. Pcha drzwi uprzednio otwierając je kluczem, który w końcu zdołał wyjąć. 
- Nick - podaje mi dłoń, którą niemal od razu przyjmuję w swoją. 
- Lily - jego uśmiech znacznie się powiększa
- Piękne imię dla pięknej dziewczyny - jeżeli ma zamiar wprawić mnie w zakłopotanie to zdoła to zrobić takim zachowaniem - Może wejdziesz do mnie na kawę? - pyta. Co za śmiałość...Przypomina mi...
- Nie sądzę, żeby miała ochotę. - Harry'ego, właśnie jego. Swoją drogą co on do cholery tutaj robi? Nick mruży oczy, gdy Harry owija ramię wokół mojej tali. 
- Harry...
- Nie zapraszaj jej nigdy więcej, zrozumiałeś? 
- Rany, Harry! - krzyczę - Przepraszam za niego. 
- Spoko, nie miałem pojęcia, że masz chłopaka - jest jakby troszkę zawiedziony, Już mam odpowiadać, że Harry nie jest moim chłopakiem, tylko osobą, która proponuje mi popieprzone układy seksualne, ale wyprzedza mnie:
- To teraz już wiesz. - te słowa wypowiedziane są dobitnie i szczerze. 
Nie mam pojęcia co wybrać: Czy cieszyć się faktem, że potwierdził, iż jest moim chłopakiem czy denerwować się za brak kultury z jego strony. Jestem niezdecydowana, 
Nim się orientuję Nick zamyka za sobą drzwi, a Harry odkręca mnie przodem do siebie, 
- Zostawiam Cię na chwilę, a Ty już zabawiasz się z innymi? 
- Słucham? Pomagałam mu tylko z zakupami, przestań zachowywać się jak zazdrośnik. 
- Nie będę tego tolerował, Lil. Nie podoba mi się, że rozmawiasz z innymi mężczyznami. 
- Chyba żartujesz - wybucham i mam zamiar rzucić mu konkretną wiązankę, ale zatyka mi usta swoją dłonią 
- Przestań robić sceny, jesteśmy na korytarzu. - ma rację przez co wkurzam się jeszcze bardziej. Otwieram drzwi i wparowuję pierwsza, a on podąża za mną zupełnie niewzruszony i obojętny.
- Nie możesz zabronić mi rozmów z innymi mężczyznami. To chore! 
- Ależ mogę. 
- Nie będę tolerować twoich pieprzonych zasad...
- A ja twojego niewyparzonego języka. Jeżeli podpiszesz umowę, będziesz musiała 
- A co jeśli tego nie zrobię? - pytam. Nie odpowiada. - Co jeśli nie podpiszę tej umowy, Harry? 
- Zniknę z twojego życia - szepcze. 
Rozchylam swoje wargi, gdy widzę ewidentny ból w jego oczach przez ułamek sekundy. Dociera do mnie znaczenie wypowiedzianego przez niego zdania i zamieram. Podchodzi do mnie powoli, jakby badał sytuacją. Nie powstrzymuje go, gdy głaszczę mój policzek. 
- Mam nadzieję, że do tego nie dopuścisz. 
- Daj mi powody do podjęcia tej decyzji. - szepczę 
- W porządku, Przepraszam. 
- Co? 
Śmieje się. 
- Przepraszam. - odpowiada raz jeszcze.
Całuje go w usta czym jest zaskoczony, ale skrada kolejny pocałunek po czym muska mnie w nos na co chichoczę. 
- Cudowny dźwięk 
Niesamowite jak diametralnie zmienia mu się nastrój. Jakiś czas temu prowadziliśmy kłótnie, po czym skradamy sobie pocałunki. 
Stoimy na środku salonu, gdy słyszymy trzask drzwiami. 
- Jestem - Agg wydziera się powodując nasze skrzywienia na twarzach, zastaje nas i mruży oczy. - Och, nie wiedziałam, że jesteście tu RAZEM. - spogląda na mnie pytająco. 
- Harry wpadł na chwilę - tłumaczę. 
- Wstawiam wodę na herbatę, macie ochotę? 
- Dzięki, będę się zbierał 
- Okej. Lil? 
- Nie, dzięki. 
Odwraca się od nas tyłem i przygotowuje to co miała w zanadrzu. 
- Lil, wiesz, że mamy nowego sąsiada? Nazywa się Nick. Poznałam go dziś, Jest diabelnie przystojny! - rozpromienia się, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że mamy towarzystwo. Spoglądam niepewnie na Harry'ego czując, że się wzdryga. Jego lodowate spojrzenie zatrzymuje się na Agg, która w dalszym ciągu odwrócona jest do nas tyłem i nie zdaje sobie sprawy z sytuacji. 
- Tak, wiem, też go poznałam - szybko mówię - Wiesz co, odprowadzę Harry'ego do drzwi, zaraz wracam, pcham go delikatnie do przodu, co zaskakujące, nie opiera się. 
Gdy stoimy przy wyjściu odwraca się w moją stronę, Jego spojrzenie łagodnieje pod wpływem moich maślanych oczu. Muska mój policzek. 
- Nie rozmawiaj z nim, 
- Harry...
- Proszę...
- Okej - odpowiadam - postaram się - dodaje szybko na co mina mu rzednie, a ja uśmiecham się szeroko.
- Nie żartuj ze mnie - mówi ze słabym uśmiechem 
- Nie dramatyzuj - otwiera szeroko oczy 
- Nie dramatyzuj? - łapie mnie za łokcie - Nie dramatyzuj? 
- Tak, nie dramatyzuj. 
- Wykończysz mnie, kobieto. - unieruchamia moje ręce i całuje mnie mocno po czym opiera się czołem o moje. - Co ty ze mną robisz? - szepcze bez tchu 
- To samo pytanie mogę zadać ja tobie. Do zobaczenia, Harry. 
- Chciałbym cię jutro gdzieś zabrać 
- Gdzie? 
- Niespodzianka, skarbie 
Mrużę oczy i krzywię się. Uśmiecha się słodko. 
- Czyżby panna Jones nie przepadała za niespodziankami? 
- Panna Jones jest zbyt ciekawska by czekać całą noc na odpowiedź na swoje pytanie. - śmieje sie. 
- Na razie, mała. 



***



- Agg...- jęczę 
- Czego? 
- Pominę wzmiankę o tym, że jesteś nieprzyjemna...
- Właśnie jej nie pominęłaś...
- Taki był właśnie zamiar - wytykam język jak dziecko. - Proszę cię, chodź ze mną na ten obiad z Dan'em, wiesz, że sama nie mogę 
- Dalej uważam, że to chore. Jak on mógł Ci zabronić spotykania się z przyjacielem? - poprawia się na sofie po raz setny, próbując znaleźć wygodną pozycje. Gazeta wypada jej z rąk i jęczy schylając się po nią. 
- Wiem, to dziwne 
- On cały jest anormalny. Czytałaś umowę? 
- Nie - odpowiadam niepewnie 
- Czemu? Ja na twoim miejscu zrobiłabym to pierwszego dnia.
- Boję się zawartości, nie wiem czego się spodziewać. 
- Nie wie, że jesteś dziewicą, prawda? - pyta, jakby czytała mi w myślach, To chyba moje największe zmartwienie. - I wszystko jasne - dodaje, gdy tylko wyczytuje wszystko z mojego wyrazu twarzy. 
- Co Ty byś zrobiła na moim miejscu, Agg? Podpisałabyś? 
- Musiałabym przeczytać umowę, co oczywiście zrobiłabym od razu...A później spisała pozytywy i negatywy takiego związku. Lubię ostry seks, więc...
- Agg! 
- Sorry, chciałam po prostu powiedzieć, że taka relacja nie byłaby dla mnie uciążliwa, szczególnie, że Harry jest ciasteczkiem. Nie oszukujmy się. 
Przygryzam wargę przypominając sobie klapsy. 
- To prawda, jest niezły. 
- A no właśnie - spogląda na zegarek - Wiesz co? Pójdę z tobą na ten obiad, co mi szkodzi i tak niczym szczególnym się nie zajmuję jak zaleganie na kanapie. 


***

Jadąc samochodem w wyznaczone miejsce przez Dana cieszę się, że Agg jest ze mną, Nie dostałam jeszcze żadnej wiadomości od Harry'ego i pomyślcie, że to absurdalne, ale martwię się. Wyciągam telefon i jeszcze raz patrzę na ekran gdzie nie widzę żadnej nowej wiadomości. Parkuję blisko restauracji i wysiadamy z wnętrza, Na dworze jest całkiem zimno, więc staramy się jak najszybciej dotrzeć do środka. Dan wybrał przytulne miejsce. Włoska kuchnia to coś co kocham, więc trafił w dziesiątkę. Siedzi w rogu, a kiedy nas zauważa uśmiecha się, ale w oczach widzę zawód. Przepraszam, Dan. 
- Hej - witam się całując go delikatnie w policzek. Odpowiada i odsuwa nam krzesła jak na prawdziwego mężczyznę przystało. 
Obiad przebiega w przyjemnej atmosferze, Dan ani razu nie pyta mnie o Harry'ego co bardzo mnie cieszy. Nie potrafiłaby mówić o nim przy Dan'ie, szczególnie, że chłopak nie paja do niego sympatią. Dziękuję mu za obiad i razem z Agg ruszamy w stronę wyjścia. Harry czeka przed wejściem, O cholera. Widocznie jest wkurwiony. 
- Agg, cześć. 
- Emm, Lil, pójdę do samochodu - odwraca się. 
- Zabieram ją. - informuje Harry. Nie odzywam się, jestem przerażona jego wzrokiem. 
- Cóż, w takim razie wracam twoim samochodem. Do zobaczenia. - macham jej po czym odkręcam się w stronę chłopaka. Dan wychodzi z restauracji. 
- Chryste - mruczę pod nosem. 
- Lil, wsiadaj do samochodu. 
- Harry, proszę cię, nie rób scen 
- Powiedziałem wsiadaj do samochodu - jego głos jest za spokojny, więc nie sprzeciwiam się i wsiadam posyłając Dan'owi przepraszające spojrzenie. Przez przyciemniane szyby widzę jak prowadzą dyskusje oboje żwawo rozmawiając. Zastanawiam się co Harry może mu przekazać. Jeżeli ma zamiar zabronić mu się ze mną spotykać to nie daruje mu tego. Nawet nie zauważam, kiedy wraca do środka. 
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem? - pytam z ciekawości. 
- Namierzyłem twój telefon.
- Co? Tak po prostu namierzasz mój telefon? Od kiedy to robisz? 
- Od momentu poznania. - rozchylam wargi zdziwiona jego szczerością. - Mieliśmy porozmawiać o tym twoim przyjacielu, ale ty oczywiście musiałaś po kryjomu się z nim spotkać. Powinnaś mi mówić takie rzeczy. Gdyby nie było z wami Agg dostałabyś karę. 
- Właściwie był to mój pomysł, ale żałuję go jak jasna cholera - mówię szczerze. Śmieje się głośno, widocznie rozbawiony. 
- Cieszę się. - uśmiecha się tajemniczo - dzisiaj wejdziemy na wyższy level. 
- Och. - łapie mnie za dłoń i masuje kostki, jedna za drugą. 
- Nie przejmuj się, nie będzie tak źle. 
Zatrzymujemy się pod jego penthouse'em i wjeżdżamy windą na górę. Cały czas trzyma mnie za dłoń, jakby bał się, że zaraz ucieknę. Wyciąga lód z zamrażalki i wyjmuje szampana. Wystawia kieliszki i zatrzymuje się z butelką 
- Crystal Brut? 
- Poproszę - cmoka mnie w skroń. 
- Ależ proszę. - podaje mi kieliszek, sam zabiera swój, całą butelkę i kawałki lodu. - Zapraszam do sypialni. 
O cholera, do sypialni?
- Pokój zabaw? 
- Jeszcze nie, 
- Czemu nie? 
- Rany, Lil. Nie to nie. - zamykam się i posłusznie idę za nim na górę. Siada na wielkim łóżku i klepie swoje kolano zachęcając, abym usiadła. Robię to bez najmniejszych sprzeciwów. 
- Gotowa? 
- Harry...
Chowa głowę w zagłębienie mojej szyi i zostawia tam mokry pocałunek 
- Podpisz tą umowę, proszę. 
- Harry...
- Tak bardzo cię pragnę, Lil...
- Jestem dziewicą. - zamiera powodując tą samą reakcje u mnie 
- ŻE CO?! 



______________________________________________


Nie sprawdzałam błędów, z góry przepraszam, jeśli takowe się znajdą.
Rozdział pisany na szybko, w dodatku podczas ogromnego zmęczenia, ale mam nadzieję, że nie wyszło tak źle jak mi się wydaje.
CZYTAĆ, KOMENTOWAĆ, PRZEKAZYWAĆ KOLEGOM I KOLEŻANKOM, KOMENTOWAĆ, DELEKTOWAĆ SIĘ PROSZĘ I CO NAJWAŻNIEJSZE KOMENTOWAĆ :D

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział czwarty.

Przyglądam się mu nie będąc do końca pewna czy to o czym mówi nie jest tylko głupim żartem. Wygląda na dość wiarygodnego i zdeterminowanego, Zastanawiam się jak wyglądałaby taka relacja między nami i mam wrażenie, że zaraz puszczę pawia.
- Mógłbyś mi to bardziej...objaśnić? - pytam
- Wszystko znajduje się w umowie, znajdziesz tam odpowiedzi na swoje pytania - podsuwa delikatnie w moją stronę żółtą kopertę. - Mam nadzieję, że ją podpiszesz. - spoglądam na niego kątem oka. Jest naprawdę przystojny... Ma na sobie białą koszulę i szary, dopasowany garnitur, a jego szmaragdowe spojrzenie onieśmiela mnie za każdym razem, gdy patrzę w jego oczy.
- Przeczytam w domu.
- Wolałbym, żebyś zrobiła to teraz, chcę znać Twoją reakcję...
- Chcę przeczytać to w domu - naciskam. Wzdycha.
- Jeżeli podpiszesz tę umowę, takie zachowanie z Twojej strony nie będzie miało miejsca. - wzdrygam się - Wstań.
Wstaję pośpiesznie i dziwię się, że przystałam na jego rozkaz. Łapię moją dłoń i kieruje mnie w stronę schodów, na które wchodzimy.
- Jeżeli uciekniesz, zrozumiem.
- Co znajduje się w tym pokoju?
- To pokój zabaw
- Trzymasz tam playstation? - uśmiecha się widocznie rozbawiony.
- W każdej chwili możesz opuścić to mieszkanie...
- Otwórz te drzwi. - mówię. Delikatnie przekręca klucz i pcha drzwi.
Zamieram. Spogląda na mnie nieufnie, gdy wchodzę w głąb pomieszczenia. Dotykam sznurów, pejczy i wielu innych rzeczy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Rozglądam się przerażona i natrafiam na liny poprzyczepiane do sufitów. Co jest z nim nie tak?
- Powiedz coś... - odzywa się.
- Czemu to robisz? - pytam cicho, Ponownie spogląda na mnie nieufnie i wiem, że coś ukrywa.
- Dla przyjemności, mojej jak i twojej - unoszę brwi ku górze,
- Mojej?
- Uwierz, że nie jest tak źle jak wygląda.
- Boję się przeczytać tą umowę - uśmiecha się łagodnie i podchodzi do mnie pewnym krokiem. Obejmuje rękami moje oba łokcie i lekko je pociera.
- Uszczęśliwiłabyś mnie tym podpisem, Lil. Przeczytaj umowę bardzo dokładnie, okej?
- Okej. - zgadzam się. Spogląda w moje oczy i delikatnie pociera kciukiem moją dolną wargę. 
- Chciałbym ją ugryźć - mruczy
- Ja chyba też bym tego chciała. 
- Nie zrobię tego dopóki nie podpiszesz umowy.
- Że co? - jestem zdezorientowana. Kiwa głową na potwierdzenie swoich słów. Wzdycham - Teraz wydaję mi się, że powinnam już iść.
- Nie zostaniesz? - pyta zawiedziony
- Właśnie pokazałeś mi swój pokój zabaw, który wcale nie służy do gierek, nie sądzisz, że wystarczy mi wrażeń na jeden dzień? - jest zdumiony, ale kiwa głową.
- To prawda, odwiozę cię do domu.
Pomaga mi wsunąć płaszcz na ramiona i prowadzi do windy, Staje bardzo blisko mnie i wraz z zamknięciem drzwi odczuwam tą elektryczność. 
- Pieprzyć umowy - warczy przygważdżając mnie do ścianki i bierze w posiadanie moje usta uprzednio podnosząc moje ręce do góry. Przygryza dolną wargę zmysłowo za nią ciągnąc, kiedy dzwonek sygnalizuje otwarcie drzwi. Odskakujemy od siebie jak poparzeni i uśmiechamy się do pary, przyglądającej się nam z podejrzeniem. Łapie za moją dłoń i ściska ją lekko ukazując śnieżno biały uśmiech, który zapiera dech w piersiach. 
-Uroki wind - komentuje zwracając na siebie uwagę. 

***

 Zjeżdżamy na podziemny parking wypełniony samochodami.
- Który twój? - pytam, rozglądając się,
- Wszystkie
- Och, 
- To prywatny parking. - szczerzy się jak dzieciak, a jego oczy błyszczą. Jest w świetnym humorze i za nic w świecie nie zamierzam mu go psuć faktem, że jestem kompletnie niezdecydowana, jeżeli chodzi o umowę, którą mi zaproponował. Strasznie mnie korci, aby zapytać o wszelkie szczegóły. 
- Lil? 
- Hmm?
- Pytałem czy ten cały Rain z wami mieszka? - spoglądam na niego, dlaczego znowu zaczyna ten temat? Jego spojrzenie momentalnie staje się lodowate. 
- Nie 
- Nie chcę, żebyś się z nim widywała... - oznajmia cierpko.
- Chyba żartujesz! To mój przyjaciel, nie zrezygnuje z niego tylko dlatego, że tobie będzie to odpowiadało. 
- Nie wystarcza Ci przyjaciółka? 
- Harry...
- Porozmawiamy na ten temat później
- Nie, nie zrezygnuję z niego choćbyś nie wiem co zrobił. - krzywi się okropnie i szepcze:
- Nawet nie wiesz jak mam ochotę zatrzymać ten pieprzony samochód i sprać cię na kwaśne jabłko. 
Zachłystuję się powietrzem. 
- Więc zrób to... - odszeptuję. Jego wzrok zjeżdża na moją twarz dokładnie ją skanując. 
- Mówisz i masz - gwałtownie skręcamy w boczną uliczkę. Otwieram szeroko oczy 
O CHOLERA. 


________________________________________________

Krótki, ale zawsze coś.
KOMENTOWAĆ, PROSZE!!!!!!!